wtorek, 5 lipca, 2022

Joanna Wańkowska-Sobiesiak: Mazurzy byli marzycielami

Kolejne spotkanie autorskie z Joanną Wańkowską-Sobiesiak, autorką czternastu reportażowych książek o losach ludzi i różnych i kultur, zwłaszcza z polsko-niemieckiego pogranicza XX wieku, odbyło się 17 lutego 2022 na Scenie Literackiej Centrum Książki w Olsztynie.

Pretekstem była jej ostatnia publikacja pt. „Mazurów klucz tajemnic”. Czytelnicy, mimo fatalnej pogody, stawili się dość licznie.

Tym razem autorka sięgnęła dwieście lat wstecz i skupiła się na materialnym zabytku, bo głównym bohaterem jej ostatniej książki jest niezwykła ulotna tania publikacja typu jarmarcznego, ale o treści magiczno-religijnej (odwołującej się do cytatów z Ewangelii) –„Listy niebieskie”. Wydawane w Prusach Wschodnich dla Mazurów szwabachą (odmiana pisma gotyckiego), ale pisane w polskiej gwarze mazurskiej „Listy” były często załącznikiem do obszerniejszej wróżbiarsko-znachorskiej broszury pt. „Klucz do bardzo ważnych tajemnic ”.

W drukarniach Pisza, Ełku, Szczytna, Ostródy i Olsztyna wydawano je wielokrotnie w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy od 1824 aż po 1937 rok, mimo to zachowało się w Polsce zaledwie kilka sztuk. Większość to zaczytane odpisy w strzępach, które skrupulatnie, jak detektyw, wytropiła autorka, dzięki czytelnikowi z Ełku, Antoniemu Szubździe. „Listy” były popularne wśród 350-tysięcznej grupy Mazurów, chcących zachować swą polską gwarę wobec otaczającej ich urzędowej i kościelnej niemczyzny, więc Joanna Wańkowska-Sobiesiak twierdzi, że odegrały one większą rolę w praktycznym stosowaniu języka polskiego niż ambitniejsza literatura, bo wpasowywały się w marzycielsko-sielską mentalność Mazurów: lekceważoną zarówno przez Prusaków jak i później Polaków.

Autorka pokusiła się o porównanie treści różnych wydań listów oraz wróżb zawartych w „Kluczu” pod kątem zmian, jakie dokonywały się w Prusach, a potem w cesarstwie i III Rzeszy. Okazało się, że wiele z nich, np. z „Jakuba Turowskiego, starego doświadczonego leśnika i myśliwego Klucza bardzo ważnych tajemnic. List Niebieski, który sam Pan Bóg z nieba spuścił” lub „List z nieba Jana Kapistrana” w wersji mazurskiej zwanego zakonnikiem z Polski – spełniły się. Bo pisali je Mazurzy dla Mazurów, śledzący także bieżące polityczne wydarzenia  – stwierdziła pani Joanna. Mazurzy chcieli wiedzieć, co ich czeka w przyszłości, więc nie lekceważmy ich wiary w cuda – przecież i dzisiaj ten wróżbiarski nurt jest silny w prasie i Internecie: do wróżek udają się powszechnie zarówno  praktykujący parafianie, jak i biznesmeni i politycy – zazwyczaj wszyscy po maturze, a bardzo często po studiach (odsyłam do badań GUS z 2011 roku!). Więc w czym jesteśmy lepsi od mniej obytych ze światem Mazurów sprzed 100-200 lat?

W książce, napisanej żywym, reporterskim językiem pełno jest ciekawych historycznych dygresji o zwyczajach i wierzeniach protestanckich Mazurów, które były też przedmiotem dyskusji z uczestnikami spotkania. O ruchu gromadkarskim wypowiadał się m.in. prawdziwy Mazur Marek Leyk. Znajdziemy też w tej publikacji liczne nazwiska dawnych drukarzy, wydawców i działaczy, także ze współczesnych nam organizacji mazurskich. Jest to wprowadzenie do drugiej części omawianej książki, dotyczącej losów mazurskich wyznań i protestanckich kościołów w Polsce po 1945 roku.

Podsumowaniem rozważań Joanny Wańkowskiej-Sobiesiak o losach społeczności mazurskiej i kościoła luterańskiego na Mazurach jest obszerny wywiad z pastorem Krzysztofem Mutschmannem, proboszczem parafii ewangelicko-augsburskiej w Sorkwitach. Pada tam m.in. pytanie o to, kto jeszcze jest u nas Mazurem, czyli „Tutejszym”? Pastor przypuszcza, że za Mazurów można też uważać osoby z rodzin mieszanych osiedlonych na Mazurach (jak wspomniany pan Szubzda ożeniony z rodowitą Mazurką), a także tych przybyszów, którzy mocno osadzili się w nowym dla nich unikatowym krajobrazie mazurskiej krainy. Zatem nadzieja w młodym pokoleniu.

Wedle Joanny byłoby to też zaprzeczenie niemieckim stwierdzeniom, że tylko oni mają Mazurów. Bo przecież i ona poczuła się „Tutejsza”. Urodziła i wychowała się na Śląsku (choć jej rodzina wywodzi się z Wileńszczyzny). A największy pasjonat Mazurów Waldemar Mierzwa z Dąbrówna pochodzi z Lubelszczyzny i wyrastał w aurze wielkomiejskiej Warszawy: na Mazurach mieszka od 1983 roku. Jest wydawcą  (Oficyna Retman) serii popularno-naukowych książek m.in.„Moja Biblioteka Mazurska” i „Miniatury Mazurskie”.

Gorąco polecam książkę Joanny Wańkowskiej-Sobiesiak, z którą – jako sympatyk Warmiaków i Mazurów, bo w rodzinie żony byli Mazurzy –  miałem zaszczyt i przyjemność poprowadzić spotkanie w olsztyńskim Centrum Książki. Jego współorganizatorami byli: Warmińsko-Mazurski Oddział Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich oraz Książnica Polska w Olsztynie.

Tekst: Jerzy Pantak

Zdjęcia: Tamara Jesionowska

Powiązane artykuły

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Media Społecznościowe

5,231FaniLubię
1,524ObserwującyObserwuj
121SubskrybującySubskrybuj

Najnowsze artykuły

Najnowsze komentarze