środa, 7 grudnia, 2022

Andrzej Zbigniew Brzozowski: Najlepiej czuję się w piosence kabaretowej [wywiad]

Andrzej Zbigniew Brzozowski to olsztynianin, absolwent polonistyki WSP w Olsztynie. Nie tylko dziennikarz, autor piosenek i satyryk, ale także felietonista i publicysta prasowy. Współtwórca i lider zespołu „Kaczki z Nowej Paczki”. W swoim dorobku ma wydanych 12 płyt długogrających z własną twórczością (jako autor tekstów i wykonawca) oraz dwa tomiki wierszy satyrycznych. Członek Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, Związku Autorów i Kompozytorów ZAKR, Stowarzyszenia Autorów i Kompozytorów ZAiKS, Stowarzyszenia Autorów i Wykonawców Polskich SAWP oraz Związku Zawodowego Twórców Kultury.

Mateusz Kossakowski: W którym roku trafiłeś do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich?

Andrzej Zbigniew Brzozowski: W 2002 roku podjąłem współpracę z Tygodnikiem Warmińskim (prowadziłem tam stronę satyryczną), więc było to chyba w 2003 roku. Szefem oddziału SDP była wtedy Joanna Wańkowska-Sobiesiak.

Początków twojej kariery dziennikarskiej należy doszukiwać się 1984 roku, gdy zostałeś współautorem audycji satyrycznej „Obmowa” na antenie III Polskiego Radia. Jak wspominasz tamte czasy i swoje początki?

To była audycja satyryczna, ale było tam także trochę publicystyki, komentarze do aktualnych wydarzeń społeczno-politycznych w formie monologów – felietonów.  Oczywiście wszechobecna cenzura, chociaż redaktorzy z ramienia radia robili wszystko, żeby było jak najmniej ingerencji. Wtedy nie pisało się niczego wprost. To była taka swoista gra autorów z cenzurą. Zupełnie inne czasy, inny poziom porozumienia z odbiorcą, szkoła satyrycznego warsztatu.

Wcześniej w 1982r. wspólnie z Mateuszem Iwaszczyszynem, Wojciechem Sobolem oraz braćmi Andrzejem i Zbigniewem Rojek założyliście zespół piosenki kabaretowej i satyrycznej „Kaczki z Nowej Paczki”. To był wasz bunt wobec tamtych czasów? Skąd twoim zdaniem zrodziła się popularność zespołu?

Kabarety w tamtych czasach komentowały rzeczywistość. Takie było oczekiwanie publiczności. Inny rodzaj kabaretu nie miał racji bytu. Kiedy na Festiwalu Piosenki Studenckiej w Krakowie, pojawiała się piosenka kabaretowa o błahej treści, bez podtekstu, o niczym, na widowni rozlegały się gwizdy. Naszą siłą była różnorodność. Kilku autorów, kilku kompozytorów. Znaliśmy się wcześniej, graliśmy w różnych zespołach, spotykaliśmy na różnego rodzaju imprezach. To był taki konglomerat artystyczny. Byliśmy młodzi, rozpierała nas twórcza energia, żywiołowość na scenie. Popularność w tamtych czasach dawały media. Glównie telewizja i radio. Nie było przecież Internetu. Jak ktoś podpadł władzy znikał z anteny.

Jak z biegiem lat zespół ewoluował? W jakim repertuarze czujesz się osobiście najlepiej?

Ewoluował głównie personalnie. Normalna kolej rzeczy. Z czasem każdy chciał robić coś innego. I chyba wszystkim wyszło to na dobre. Popularność to nie wszystko. Nie pokłóciliśmy się na śmierć i życie. Spotykamy się przy różnych okazjach. Także na scenie. Mamy co wspominać. Mam to szczeście, że sam sobie tworzę repertuar. W warstwie tekstowej. Nie jestem kompozytorem, chociaż skomponowałem kilka piosenek. Na scenie lubię improwizację, ogrywanie sytuacji, do tego najlepiej jednak mieć partnera. W pełni improwizowany monolog należy do rzadkości. Potrafi to chyba tylko Zenek Laskowik. Tworzyliśmy kiedyś taki duet ze śp. Wojtkiem Sobolem, potem przez wiele lat z Wieśkiem Niderausem. Mamy z Wiesiem wspólny program kabaretowy „Babski wieczór”. Gramy go od czasu do czasu. Osobiście najlepiej czuję się w piosence kabaretowej. Chociaż ostatni projekt to „Piosenki z kapelusza 20-lecia międzywojennego” zrealizowany wspólnie z duetem Sax&Guitar Cafe (Zbigniew Siwek – saksofony, Jarosław Śpiewankiewicz – gitara, ukulele, aranżacja piosenek). Od dawna chciałem zaśpiewać te piosenki. Sprawdzić się w innym, nie do końca kabaretowym repertuarze. Marzenia się spełniają (śmiech).

Jesteś satyrykiem, kusi mnie więc by zadać to pytanie. Jak oceniasz gust komediowy Polaków? Potrafimy się z siebie śmiać?

Tak, potrafimy śmiać się z siebie (jako społeczeństwa), bo nie odnosimy konkretnych sytacji do siebie osobiście. Śmiejemy się z kogoś. Nie ma przy tym refleksji. Nie zawsze wyczywa się kontekst. Śmieszy gag, a uwagę powinno zwrócić przesłanie. Taki jest model „satyry” lansowanej przez telewizję i Internet. Podobnie jest w muzyce rozrywkowej. Z gustami podobno się nie dyskutuje. A szkoda.

W ramach działalności w Warmińsko-Mazurskim Oddziale Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich współtworzyłeś „Słownik Dziennikarzy Warmii i Mazur”. Publikacja nie powstawała chyba z taką łatwością jak pierwotnie zakładaliście?

Wbrew pozorom nie było szerokiego zainteresowania środowiska tym projektem. Dopiero jak się ksiażka ukazała, wiele osób miało pretensje, że się w niej nie pojawili. Nie znaleźli jednak wcześniej czasu, żeby odpowiedzieć na maile.  W dużej mierze publikacja została oparta na moich wywiadach z dziennikarzami. Te wywiady kontynuuję w „Bez wierszówki” do dzisiaj.

Teraz przy współpracy z W-MOSDP ukazuje się twoja kolejna książka „Twarze olsztyńskiej estrady”, współfinansowana ze środków Samorządu Województwa Warmińsko-Mazurskiego. Uchyl nieco rąbka tajemnicy – co w tej książce będzie można odnaleźć?

To są moje wywiady z przedstawicielami szeroko rozumianej olsztyńskiej sceny estradowej. Nie ograniczyłem się tylko do zespołów i muzyków. To nie jest zbiór encyklopedyczny ani monografia środowiska. Skupiłem się bardziej na twórcach, autorach, kompozytorach, artystach. Nie uwzględniłem niestety wszystkich. W książce zamieściłem te wywiady, które ukazały się wcześniej na łamach „Nowego Życia Olsztyna” w latach 2019 – 2021. Tę rubrykę prowadzę nadal, więc w przyszłości może będzie kolejne wydanie.

 Skąd pomysł wydania właśnie takiej publikacji? Co cię zainspirowało?

Nie wszyscy wiedzą, że nasze, olsztyńskie środowisko estradowe jest bardzo różnorodne, prężne i prezentuje wysoki poziom artystyczny. Olsztyńscy artyści znani są nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Koncertują, wydają płyty, zdobywają nagrody. Pora, aby świat się o tym dowiedział (śmiech). Od samego początku robiłem te wywiady z myślą, aby wydać je w postaci książki.

Nie pyta się rodziców o swoje ulubione dziecko, ale masz z pewnością swoje ulubione wywiady. Czy przed którymś spotkaniem czułeś wyjątkową tremę?

Nie mam czegoś takiego, jak ulubiony wywiad. Każda prezentacja odsłania trochę prywatnego życia, pokazuje kulisy działań twórczych, sposoby ich realizacji. Dlatego  odpowiedzi na podobne pytania nie są schematyczne, chociaż dotyczą pozornie identycznych sytuacji. Poza tym większość środowiska bardzo dobrze znam osobiście, dlatego trudno mówić tu o tremie. Jedyny problem, to ograniczenia wynikające z zmieszczenia wywiadu na jednej stronie w gazecie. Z tego powodu wiele wątków musiałem pominąć. Wszystkie wywiady są oczywiscie autoryzowane.

Nie mogę nie zapytać o twoją przyjaźń ze Zbigniewem Rojkiem. Jeden z rozdziałów jest jemu poświęcony, nie ma jednak formy wywiadu…

Ponad 40 lat wspólnej, twórczej pracy. Napisaliśmy razem ponad 300 piosenek, kilkadziesiąt z nich znalazło się na płytach zespołu „Kaczki z Nowej Paczki”. Te działania przekładały się oczywiście na nasze relacje poza sceną. Lubilismy spędzać czas ze sobą, m.in. wyjeżdżaliśmy przez wiele lat wspólnie, całymi rodzinami na wakacje. Wzajemnie się inspirowaliśmy twórczo, chociaż był niepisany podział, że Zbyszek odpowiadał za warstwę muzyczną, ja za tekstową. Zdarzyło się jednak, że Zbyszek napisał kilka tekstów, a ja skomponowałem kilka piosenek. Nie zrobiłem nigdy wywiadu ze Zbyszkiem, jako twórcą, muzykiem i artystą. Nie powiedzałby mi nic, czego o nim w tym temacie nie wiedziałem. Poza tym nie było takiej potrzeby. Zawsze robiono wywiady z nami jako liderami zespołu. Nie było chyba przypadku, że z każdym z osobna. Zrobiłem natomiast wywiad ze Zbyszkiem jako dziennikarzem, do „Bez Wierszówki” (jest zamieszczony w Słowniku Dziennikarzy). Był członkiem naszego oddziału SDP. Jako artysta miał duży dorobek jeszcze przed Kaczkami, głównie jako rockmen, dlatego zamieściłem wspomnienie o nim w książce.

Podobno każdy wywiad powinien zostać okraszony jakąś anegdotą. Dlatego w tym miejscu na zakończenie proszę o dozę twoich prywatnych wspomnień.

Było tego sporo, ale jedno zdarzenie zapamiętałem szczególnie. Było to w Rzeszowie, po zdobyciu przez zespół „Kaczki z Nowej Paczki” Grand Prix na przeglądze OSET (Ogólnopolskie Spotkania Estradowe) w 1983 roku. Uroczyste wręczenie nagród miało się odbyć na bankiecie, w rzeszowskim klubie „Bohema”. Wspólnie ze śp. Andrzejem Rojkiem rozpczęliśmy świętowanie trochę wcześniej. Po drodze na bankiet zachodziliśmy do okolicznych miejsc, na symboliczną „lampkę szampana”. Kiedy pojawiliśmy się w „Bohemie”, byliśmy już w dobrych nastrojach, jak na laureatów przystało. Kiedy oddawaliśmy okrycia do szatni, pan szatniarz zmierzył nas wzrokiem i zapytał: – A wy gdzie?. – My…tu! Odpowiedzielismy zdziwieni. – Wy tu dzisiaj nie! – kontynuował szatniarz. – My tu dzisiaj nie? – Tak! – Ty i ty, tu dzisiaj nie! – Ale my tu mamy zaproszenia! Tu nastąpiła mała konsternacja i zmiana tonu pana szatniarza. – Ja bardzo panów przepraszam…bo wiecie panowie, tutaj takie różne łajzy przychodzą…


Premiera książki „Twarze olsztyńskiej estrady” autorstwa Andrzeja Zbigniewa Brzozowskiego odbędzie się w Mrągowie 20 listopada 2021r. o godzinie 17.00 wraz z wieczorem autorskim i koncertem muzycznym. Publikacja została dofinansowana z budżetu Samorządu Województwa Warmińsko-Mazurskiego.

Powiązane artykuły

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Media Społecznościowe

5,231FaniLubię
1,524ObserwującyObserwuj
121SubskrybującySubskrybuj

Najnowsze artykuły

Najnowsze komentarze