Nieczęsto plener rysunkowy zaczyna się od wejścia na pokład katamaranu, następnego dnia przenosi do gabinetów ratusza, kilka godzin później ląduje pośród muzyki, rękodzieła i kresowych tradycji, by zakończyć się w średniowiecznym zamku, w sąsiedztwie rycerzy, łuczników i ognia. IV Ogólnopolski Plener Rysunku Satyrycznego w Mrągowie udowodnił jednak, że słowo „plener” można potraktować bardzo dosłownie. Przez kilka sierpniowych dni artyści nie czekali na publiczność w jednej sali – ruszyli tam, gdzie byli ludzie.
W czwartej edycji przedsięwzięcia, odbywającej się w dniach 6–9 sierpnia, w projekt zaangażowanych było łącznie 12 osób. W gronie rysowników znaleźli się Henryk Cebula, Ryszard Kudzian, Marek Gliwa, Andrzej Graniak, Zbigniew Piszczako, Paulina Kopestyńska, Tomasz Niewiadomski, Robert Dąbrowski, Bartłomiej Belniak i Sergiusz Kaszkowski. Byli wśród nich twórcy zajmujący się karykaturą, rysunkiem prasowym, ilustracją i komiksem. Każdy z innym sposobem patrzenia na modela, innym temperamentem i inną kreską.
Właśnie ta różnorodność jest jedną z największych zalet pleneru. Osoba, która siada przed kilkoma artystami, nie otrzymuje kilku podobnych portretów. Dla jednego najważniejsze będą oczy, dla drugiego charakterystyczny profil, dla kolejnego gest, fryzura albo sposób uśmiechania się. Karykatura nie jest przecież fotograficznym odwzorowaniem twarzy. To błyskawiczna interpretacja człowieka. Czasami wystarczy kilkanaście kresek, by na pustej kartce pojawił się ktoś niepokojąco znajomy.
I właśnie na takim bezpośrednim spotkaniu artysty z odbiorcą od początku opiera się mrągowski plener.
Najpierw „poszukiwani” na Pikniku Country
Sierpniowe spotkanie miało zresztą swoje preludium już podczas 45. Pikniku Country. Wokół Mrągowskiego Centrum Kultury pojawiła się plenerowa wystawa „Ujęci spod kreski. Galeria listów gończych mistrzów satyry”. Karykatury osób związanych z historią mrągowskiego festiwalu zostały wystylizowane na westernowe plakaty „WANTED”, a w projekt zaangażowali się rysownicy z różnych części Polski. Ekspozycja była wspólną inicjatywą Warmińsko-Mazurskiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, Mrągowskiego Centrum Kultury oraz Stowarzyszenia Polskich Artystów Karykatury i została pomyślana jako bezpośrednia zapowiedź IV pleneru.
O samej wystawie warto opowiedzieć osobno,ale jej obecność jest istotna dla zrozumienia tegorocznej edycji. Pokazała bowiem kierunek, w którym rozwija się całe przedsięwzięcie. Rysunek nie ma być oglądany wyłącznie w galerii. Ma wychodzić na ulicę, spotykać przypadkowych przechodniów, wchodzić w lokalne wydarzenia, „rozmawiać z miejscem i jego historią”.




Pracownia na wodzie
Dwa tygodnie później artyści z całej Polski przyjechali do Mrągowa. Pierwszego dnia nie było galerii, stołów konferencyjnych ani przygotowanych rzędów krzeseł. Było jezioro. W czwartek uczestnicy pojawili się nad Juno, gdzie dzięki Mercedes Club Mrągowo czekał na nich katamaran. Miejsce trudno uznać za przypadkowe. Juno zaczyna się właściwie na północnym skraju Mrągowa i jest jednym z najbardziej charakterystycznych akwenów Rynny Mrągowskiej. Otaczają je wysokie, miejscami strome i zalesione brzegi. Sam Mercedes Club dysponuje nad Juno jednostkami pływającymi, w tym katamaranami konferencyjno-bankietowymi. Tego dnia jeden z nich stał się pływającą pracownią.
Był to zarazem najbardziej kameralny fragment pleneru. Zanim następnego dnia artyści mieli spotkać się z mieszkańcami, urzędnikami i setkami uczestników Festiwalu Kultury Kresowej, mogli najpierw pobyć ze sobą, porozmawiać i oczywiście rysować. W przypadku środowiska karykaturzystów oznacza to często jedno: prędzej czy później ktoś sam staje się modelem. I trudno o lepsze rozpoczęcie wydarzenia, którego kolejne punkty miały udowodnić, że dla rysunku satyrycznego właściwie każda przestrzeń może stać się pracownią.










Kierunek – centrum Mrągowa!
W piątek o godz. 10 artyści pojawili się w Urzędzie Miejskim w Mrągowie. Program przewidywał dwugodzinne spotkanie z burmistrzem i pracownikami magistratu. Zwykle spotkanie z urzędem kojarzy się z dokumentami, podpisami i pieczątkami. Tym razem na stołach ważniejsze były kartki papieru, ołówki i markery. Przed rysownikami zasiedli burmistrz oraz pracownicy urzędu. Sytuacja szybko odwróciła więc codzienne role. Ci, którzy na co dzień przyjmują mieszkańców po drugiej stronie biurka, sami musieli przez kilkanaście minut cierpliwie siedzieć i czekać na werdykt artysty.
Wizyta w magistracie nie była jedynie humorystycznym przerywnikiem. W dokumentacji projektu od początku podkreślano bezpośredni kontakt mieszkańców z artystami oraz aktywne uczestnictwo w tworzeniu karykatur. Sztuka miała przestać być czymś oglądanym z dystansu. Miała wydarzać się przy ludziach i z ich udziałem.







O godz. 18 rysownicy pojawili się przy skwerze Jana Pawła II. Mrągowo żyło już wtedy 31. Festiwalem Kultury Kresowej. Rozpoczęła się Mała Gala Kresowa – oficjalne otwarcie połączone z rękodziełem, warsztatami i kiermaszami. O godz. 19 zaplanowano wernisaż malarstwa polskich artystów z Litwy i Ukrainy, a godzinę później przestrzeń skweru przejęła Kapela Wileńska podczas Potańcówki Kresowej. Pośrodku tego wszystkiego siedzieli karykaturzyści.
Można było zobaczyć, jak różnie pracują artyści. Jeden zaczynał od oczu, inny od konturu głowy. Ktoś długo obserwował modela, zanim postawił pierwszą kreskę; ktoś inny rysował niemal bez zatrzymania. A kilka metrów dalej odbywał się kiermasz, prezentowano rękodzieło, otwierano wystawę malarską i rozpoczynała się potańcówka.
Taki kontekst miał znaczenie. Festiwal Kultury Kresowej odbywa się w Mrągowie od 1995 roku i od trzech dekad jest miejscem spotkania środowisk podtrzymujących polską kulturę i tradycje poza obecnymi granicami kraju. Tegoroczna edycja ponownie zgromadziła artystów, zespoły, malarzy i rękodzielników związanych m.in. z Litwą, Białorusią i Ukrainą.
Rysunek satyryczny znalazł się więc w przestrzeni zbudowanej z różnych języków kultury – muzyki, pamięci, malarstwa, rękodzieła i tańca.








Krzyżacy polskiej satyry dotarli do Rynu
Następnego ranka artyści na moment opuścili Mrągowo. Celem był Ryn, który od 7 do 9 sierpnia zamienił się w wielką scenę Festiwalu Kultury Średniowiecza Masuria. Organizatorzy zaplanowali trzy dni pokazów rycerskich, dawnych rzemiosł, jarmarku, rekonstrukcji i widowisk historycznych.
O godz. 16 W Sali Księcia Witolda na Zamku Ryn rozpoczęło się spotkanie z Andrzejem Graniakiem – rysownikiem, ilustratorem, karykaturzystą i autorem komiksów, który od listopada ubiegłego roku jest prezesem Stowarzyszenia Polskich Artystów Karykatury. Rozmowę prowadził Mateusz Kossakowski.
Temat sam odnalazł dla siebie odpowiednią scenografię. Jednym z najważniejszych wątków był bowiem „Goran” – komiksowy cykl fantasy, którego warstwę graficzną stworzył Graniak. Jego bohaterem jest łucznik przemierzający świat goblinów, mrocznych sił i kolejnych niebezpieczeństw. Do 2026 roku seria rozrosła się do czterech tomów: „Znamię”, „Zasadzka”, „Widmo Mroku” oraz „Żywokamień”.
Jeszcze zanim zakończyła się rozmowa z Graniakiem, inni artyści zaczęli przygotowywać stanowiska. Od godz. 17 Zamek Ryn ponownie stał się pracownią karykatury. I znów najciekawsze było to, że obok siebie pracowali autorzy o zupełnie różnych temperamentach. Dlatego niektórzy modele po wykonaniu pierwszej karykatury ustawiali się do kolejnego artysty. Nie po drugi egzemplarz tego samego portretu, lecz po kolejną odpowiedź na pytanie: jak widzi mnie ktoś inny?














Program Festiwalu Masuria prowadził uczestników dalej – z zamku w stronę amfiteatru nad jeziorem Ołów.
O godz. 21 rozpoczął się spektakl historyczny połączony z pokazem ognia. Był to finał intensywnego dnia, w którym wcześniej przez Ryn przeszła parada, odbywały się pokazy dawnych rzemiosł, walczyli rycerze i pracowali łucznicy. Uczestnicy pleneru znaleźli się na widowni. Symboliczne zakończenie trudno byłoby zaplanować lepiej. Czwartek zaczął się nad wodą. Sobota kończyła się przy ogniu.







Plener, który nie chce siedzieć w miejscu
Czwarta edycja pokazuje już dość wyraźnie, czym mrągowski plener różni się od wielu podobnych spotkań środowiskowych. Nie chodzi wyłącznie o to, żeby zaprosić grupę artystów na Mazury i dać im kilka dni na pracę.
Najważniejsze jest ciągłe zderzanie rysunku z czymś spoza jego własnego świata.
Z muzyką country. Z samorządem. Z kulturą kresową. Z historią. Z komiksem. Z rekonstrukcją średniowieczną. Z turystą, który chwilę wcześniej nie planował żadnego kontaktu ze sztuką, a po kilkunastu minutach odchodzi z własną karykaturą pod pachą.
Plener zaczął budować własną tradycję. Wracają niektórzy artyści, pojawiają się nowi. Wracają miejsca, ale zmieniają się sytuacje. Raz karykaturzyści spotykają kowbojów, innym razem rycerzy.
Może właśnie dlatego po każdym finale powraca również pytanie, czy robić to wszystko jeszcze raz. Po czterech latach pytanie brzmi już mniej jak zapowiedź końca, a bardziej jak zaproszenie.
Bo skoro karykaturzyści rysowali już w środku Pikniku Country, podczas Festiwalu Kultury Kresowej, w urzędzie, na średniowiecznym zamku i na katamaranie pośrodku jeziora Juno, przed jubileuszową piątą edycją pozostaje właściwie tylko jeden problem.
Gdzie jeszcze w Mrągowie można rozstawić sztalugę?

IV Ogólnopolski Plener Rysunku Satyrycznego w Mrągowie został dofinansowany ze środków Gminy Miasto Mrągowo
fot. Zbigniew Piszczako, Anida Keller

